Gdy byłam nieobecna …

Kilka tygodni nie było mnie …

Działo się dużo. Za dużo.

Dwa pobyty z Córcią w szpitalu, między nimi odstęp dwutygodniowy. Na cito prywatnie specjalista i okazało się, że Córcia ma astmę, dlatego tak często choruje i tak ciężko … Kilka leków na stałe, bierze około miesiąca i mam nadzieję, że … że do przodu … 

Potem …

Sms-y od „matki”. Że umiera. Ma raka. I instrukcje co do pogrzebu itp … A ja głupia odpowiadałam na te sms-y dodając otuchy, okazując wsparcie, troszcząc się i wspierając … po to … aby później się dowiedzieć, że diagnoza nie jest jeszcze postawiona, że jest dopiero w szpitalu i będą pobierać wycinki. Prosiłam, aby mi dała znać jak będą wyniki. Hmmm … Po kilku dniach, ot tak sobie, zablokowała mnie na Fb, a na sms-a odpisała, że nie wie kto do niej pisze … Napisałam, że kolejny raz weszła z butami w moje życie, w dodatku z brudnymi i zaburzyła spokój. Napisałam, żeby była konsekwentna i więcej nigdy się już ze mną nie kontaktowała. 

Lizałam rany kilkanaście dni …

Zauważyłam, że jest ze mną bardzo źle, brak chęci do życia, do wstania z łóżka, bałam się wychodzić z domu, uważałam, że wszystko jest bez sensu. 

Poszłam do lekarza. Diagnoza depresja. Powróciła. Zmagałam się z nią kilka lat temu po wypadku. O tym kiedyś też napiszę. Antydepresanty szybko zaczęły działać i powrócił sens życia, chęci, WRÓCIŁAM DO ŻYWYCH. 

Ale … byłoby za pięknie. 

Zaczęłam chorować, zaostrzenie astmy, zapalenie oskrzeli. Kończę drugi antybiotyk. Mam nadzieję, że drugi pomoże. 

W międzyczasie infekcje non stop u całej Trójki.

Obecnie jestem na etapie zebrania sił i motywacji do ogarnięcia domu, rozpoczęcia przygotowań do Świąt …

Myślę, że … pomalutku …

Zaczęłam dodawać wpisy, każdego dnia zmuszam się, staram się zrobić krok do przodu … i podnieść … bo w chwili obecnej, to ja chyba klęczę, wcześniej leżałam, a teraz klęczę … 

Potrzeba czasu, potrzeba zdrowia, potrzeba siły, aby wszystko wyprostować, odbudować. 

Dobrej nocy kochani 😘

Reklamy

Zawaliłam …

Tak właśnie. Zawaliłam. 

Po raz 56789 pozwoliłam, aby ktoś inny miał w pewien sposób wpływ na moje życie, na mój nastrój…

Po raz 56789 „wegetowałam”, wpadłam w sidła przygnębienia, smutku, żalu, bezradności…

Zaczęło się od poniedziałku tak na maxa, a tak naprawdę początek tego był już w szpitalu, kiedy pisałam Wam, jak „matka” pyta za którym domem tęsknię. 

I to się rozwijało przez cały ten czas, tylko ja, niedopuszczając upadku do siebie, podświadomie z tym walczyłam. 

Aż do poniedziałku. Kiedy znów przypomniała o sobie. Kiedy znów zaczęła nagabywać.

Wszystkie moje plany diabli wzięli. 

Widzisz… nawet ja taka silna, a czasem tak bardzo słaba i bezradna. 

Wstawałam rano z myślą, że się podniosę, a to były tylko pobożne życzenia. 

Nie miałam siły. Teraz też niewiem czy będę mieć jutro.

Nie chciało mi się ogarnąć, Starszak z nami siedział, bo nawet nie miałam ochoty wychodzić z domu i zaprowadzać Go do przedszkola. 

Tak naprawdę to była wegetacja przez te trzy dni. 

Karmiłam i przebierałam Dzieci, pobawiłam się z Nimi, a reszta czasu spędzona na leżeniu i patrzeniu w sufit.

I czas proszenia o siłę do walki. 

Całkowity brak weny do pisania, a miałam przez te trzy dni kilka fajnych sytuacji w roli głównej z Dziećmi, ale nawet nie umiałam tego ubrać w słowa. Zaczynałam kilka zdań i kończyłam.

Choć kładłam się i wstawałam z pozytywnym nastawieniem, to po kilku minutach, sił i woli do tego brakowało. 

Matka. Jest obok mnie. Mieszka ulicę wcześniej. A ja znów czuję się jak kiedyś. Bezbronna, bezsilna i skazana, że muszę wszystko przyjąć, co wobec mnie będzie robić. Że nie mam innego wyjścia i nie mam gdzie uciec przed nią. Nie mam jak się przed nią obronić. 

Znów mi brak poczucia bezpieczeństwa. 

Otworzyłam okno, palę papierosa i poczułam te zimne, jakby mroźne powietrze. 

Jakby mnie trochę ocuciło.

Pozwalam jej na to, pozwalam jej, żeby znów mną „rządziła”. 

A przecież nie muszę, a co najważniejsze mogę temu się przeciwstawić. 

Jutro zaprowadzam Starszaka do przedszkola. 

Podnoszę się. 

Moje Dzieci na to nie zasługują, a przez moje cierpienie i One cierpią w pewien sposób… mając matkę „w letargu”. 

Po co to piszę? 

Żeby Ci pokazać, że nie zawsze jestem silna i nie zawsze umiem ze wszystkim sobie natychmiastowo poradzić. 

Że czasem potrzebuję na to czasu i chwilowego upadku. 

Może też i po to, że co się napisze, to nie odpisze, a ja będę już po tym tekście musowo musiała się ogarnąć 😉

Dobrej nocy Wam życzę 😘

Obrazy mojego dzieciństwa …

Przeglądając wczoraj Google, w celu pobrania odpowiedniej grafiki do moich wpisów… zupełnie przypadkiem natknęłam się na to zdjęcie…

Zdjęcie chłopca skatowanego skakanką przez rodziców… 😢

Zobacz. Tak wyglądały moje uda, moja pupa, moje dłonie w dzieciństwie. Takie same ślady miałam i ja. Goiły się długo. Najpierw skóra była czerwona, opuchnięta i piekła, później robiły się strupki i skóra zaczynała się goić…

Niby wszystko ok…

Tylko serce, dusza się nie goiła.

Ciało wracało do normalności… psychika już nie…

Pamiętam jak w momentach „szykowania” się na bicie, zdejmowania ubrania i odwracania się tyłem… modliłam się w duchu do Boga, prosząc, aby matka mnie nie biła… Raz nawet modliłam się głośno w trakcie rozbierania się… jeszcze mocniej za to dostałam.

Tylko będąc dzieckiem… nie miałam pojęcia o jednym… Że Pan Bóg za to nie odpowiada, nie może mi pomóc… bo to wszystko zależy od niej… Ona zadaje ból i cierpienie… i tylko ona może położyć temu kres.

Czytać, słyszeć o biciu… to nie to samo co zobaczyć skutki bicia… Rany, które zanim się zagoją, to długo bolą i przypominają o wszystkim… Rany, które uczą strachu i lęku w życiu późniejszym…

Żałuję, że wtedy nie było telefonów komórkowych… Chyba nie muszę pisać dlaczego…

Absolutnie żadne dziecko nie zasługuje na takie dzieciństwo.

Na takie wspomnienia z dzieciństwa.

Kiedy pamiętasz głównie ból, lęk i strach, a nie radość i miłość.

To moje obrazy dzieciństwa …

Osobiście, pomimo tego, co przeszłam, to nadal nie jestem w stanie pojąć, wyobrazić sobie, zrozumieć…

Dziś ja jestem matką i dla mnie to jest absolutnie niedopuszczalne!

Nie wyobrażam sobie tak traktować swoje Dzieci!

Nie wyobrażam sobie znęcać się nad nimi psychicznie i fizycznie!

Serce by mi pękło, a ręce uschły!!!

I ten brak poczucia winy z jej strony …

Kiedy ja jej piszę lub mówię o wspomnieniach z dzieciństwa… a ona mi odpowiada, że pamiętam tylko złe chwile, a nie pamiętam jak mnie uczyła chodzić, mówić i jak wyprawkę mi robiła do szkoły…

Serio?

Materializm ponad wszystko?

Miłość, poczucie bezpieczeństwa, radość… to drugorzędne sprawy?…

Dzieci są naszym lustrem … Zazwyczaj 😉

Patrząc na swoje Dzieci mogę śmiało stwierdzić, że Dzieci są lustrem Rodziców.

Możemy Ich uczyć czegoś, powtarzając coś po kilkanaście razy dziennie- z jednorazowym rezultatem, a i tak bardziej naukę przyswoją sobie patrząc na nas i biorąc z nas przykład.

Nic do Nich tak pięknie nie przemawia i skutecznie nie uczy jak widok Rodzica, który robi to samo, czego uczy swojego Dziecka.

 

Niemal codziennie obserwuję jak mój Starszy Syn bierze ze mnie przykład.

Do każdego pozytywnie nastawiony, z uśmiechem mówi „Dzień dobry”, „Dowidzenia”, „Dziękuję” i „Przepraszam” w odpowiednich sytuacjach.

Jutro idzie do koleżanki i kolegów z przedszkola, mówi dziś do mnie: „Mamusiu, dziękuję, że mi pozwalasz iść”. Albo np po dzisiejszej kąpieli niechcący mnie kąpnął przy wycieraniu, zaraz słyszę: „Mamusiu przepraszam, że Cię kopnąłem, ale nic nie szkodzi, prawda?”

Bo codzień ode mnie słyszy te słowa, dziękuję Mu za posprzątane zabawki, dziękuję Mu za pomoc przy Bliźniętach czy domowych obowiązkach. Przepraszam Go, jak zapomniałam o czymś o co mnie poprosił czy nadepnęłam na nóżkę.

W sytuacji kiedy rozleje napój, nabrudzi podczas jedzenia czy poplami ubranie informuje mnie o tym, a ja odpowiadam, że nic nie szkodzi.

Często przychodzi do mnie i mówi: „Mamusiu, wiesz, kocham Cię” albo „Mamusiu, chciałem się tylko przytulić i dać buziaka”.

Ja po kilkanaście razy dziennie Go przytulam, całuję i mówię, że Go kocham. Jego małe stópki do tej pory całuję na dobranoc i nawet zaczął ostatnio próbować i moje całować 🙈🙈A jak Go proszę „Synuś nie całuj, bo mamy się nie całuje po stopach”, to Mądrala mała odpowiada „ale Ty moje całujesz, to nie fair!” 🙈🙈🙈

Mój codzienny dialog na dobranoc: „Dobranoc Syneczku, kolorowych snów. Kocham Cię. Jesteś najwspanialszym Synem na świecie i jestem z Ciebie bardzo dumna. Jesteś bardzo mądrym Dzieckiem” … To w „gorszych” dniach, kiedy Go nudzę monotonią 🙊🙈😉😂 odpowiada: „Wieeem! Wieeem! Mówiłaś już to! 😈 Spać mi się chce! 😈 A w tych cudownych słyszę: „Kocham Cię mamusiu. Jesteś najlepszą mamą na świecie. Nigdy takiej nie miałem” 😉😍 (nie miałem = nie widziałem).

Gdy nakruszył po jedzeniu, zawsze odrazu odkurzałam (odkurzacz u nas chodzi kilkanaście razy dziennie 🙈), a teraz mój Syn sam to robi 👌👍👏 To nic, że muszę poprawić. Liczy się Jego chęć, pomoc oraz odpowiedzialność za to co zrobił. To bardzo przydatne cechy w późniejszym życiu. A On już je w sobie rozwija ❤

Umie doskonale wyczuć mój nastrój, smutek szczególnie staram się ukrywać, a On i tak zawsze po mnie pozna 🙈 I pyta: „Mamusiu, a czemu jesteś smutna?”, „Płaczesz mamusiu?”, „A czemu jesteś zdenerwowana?”

Bo ja Go zawsze pytam, o uczucia, o wrażenia. Uczę rozmawiania o wszystkim, o radościach, o smutku, o problemach. Tak się buduje więź z Dzieckiem, zaufanie. Okazuję Mu swoje wsparcie i zainteresowanie Jego osobą, tym co się z Nim dzieje i co Go spotyka.

O Bliźniętach dużo napisać w ten czas nie mogę, jeszcze nie mówią 😜

Przypatrywały się jak wielokrotnie zbierałam po Nich zabawki- teraz same je zbierają albo razem ze mną 👏

Widziały jak zbierałam okruszki z dywanu, aby nie wzięły do buzi- teraz same mi przynoszą i oddają 👏

Również i Je całuję i ściskam po kilkanaście razy dziennie, a One robią to samo w stosunku do mnie 😍😍, Synuś podchodzi sam z siebie i daje buziaki, Córcia wręcz pcha się na kolana i cały czas przytula mocno ściskając moją szyję swoimi małymi rączkami ❤

Budują coś z klocków, tańczą, próbują mówić po swojemu – wiedzą już, że usłyszą ode mnie „Brawo!!!”- okrzyk radości z szerokim jak banan uśmiechem na twarzy i za każdym razem coś robiąc – patrzą na mnie i czekają na to, co oczywiście wprawia Ich w radość i zadowolenie z siebie.

Córcia patrzy jak sprzątam, to i ona chodzi i wyciera wszystko rączkami, wycieram spodnie na które mi kapnęło jedzenie podczas karmienia Ich, to i Ona jeszcze po mnie poprawia i wyciera mnie 😍👏

Synuś jest bardziej płaczliwy, przytulam Go, głaszczę po główce, daję smoczka i pieluchę, to i Jego siostrzyczka podaje Mu smoczka jak wypadnie i głaszcze po główce. Nawet w ostatnim dniach zauważyłam, że On część odwzajemnia i również ostatnio ją zaczął głaskać po głowie 👏

Mogłabym tu jeszcze wiele sytuacji opisać … wiele przykładów podać … bo ja jak zacznę o Dzieciach, to ciężko mi się zatrzymać 🙈🙈🙈😂😂😂

Ale wracając do tematu 😉

Dzieci patrzą na nas.

Z nas biorą przykład.

Może do Nich nie dotrzeć co mówimy, ale zawsze dotrą do Nich nasze zachowania.

Więc starajmy się dawać jak najlepszy przykład, jak najwięcej miłości, uczucia, wsparcia, zrozumienia i motywacji.

Starajmy się jak najwięcej rozmawiać, o wszystkim, a przede wszystkim o uczuciach.

Pamiętajmy, że kształtujemy Małego Człowieka, który w życiu dorosłym będzie posługiwał się i kierował tym, co wyniósł z rodzinnego domu, czego nauczyli Go rodzice.

P.S. Głównie tak jest 😉 Ale zdarzają się wyjątki jak ja … i dobrze w zasadzie, że poszłam inną drogą, mam inne myślenie, pojęcie o życiu i podejście do życia … bo nic dobrego ze wspomnień i doświadczeń bym nie przekazała, postępując tak samo jak wobec mnie postępowano i traktowano …

 

Poznaj co czułam przez wiele lat … 

Stosujesz przemoc fizyczną lub psychiczną wobec swojego Dziecka?

Wyzywasz swoje Dziecko?

To teraz usiądź, przeczytaj i wyciągnij wnioski.

Opowiem Ci co czuje takie Dziecko, co się z nim dzieje…

Bicie, przemoc psychiczna, wyzywanie niszczy Twoje Dziecko. Zabija w tym małym, bezbronnym człowieku DZIECKO, robiąc z niego „dorosłego”, przewidującego MAŁEGO CZŁOWIEKA. Zabiera godność, poczucie wartości, wiarę w siebie. Dziecko stopniowo i powoli traci radość życia. Zaczyna nim rządzić strach, wieczny niepokój, lęk i obawy. Brak Mu poczucia miłości i akceptacji, a wchodząc w wiek nastoletni często nie potrafi znaleźć własnej tożsamości. 

Pamiętam jak żyłam na wiecznym czuwaniu i obserwacji mojej matki, czy jest zdenerwowana czy nie, czy ma dobry humor czy nie, czy jest pijana czy nie. Uważałam na słowa, na swoje zachowanie, na każdy mój ruch. Przejmowałam się stopniami i bałam się przyjść do domu z oceną dostateczną. Zawsze musiałam się podporządkować matce i spełniać jej oczekiwania. Zawsze musiałam przynosić jej dumę. 

Byłam bardzo samotna. Bardzo zależało mi na akceptacji ze strony rówieśników. Chciałam być przytulana i kochana. Chciałam być we wszystkim najlepsza, aby zostać zauważoną, chwaloną i kochaną.

Dzięki Bogu udało mi się być lepszym człowiekiem, mamą, która wychowuje bez bicia, przemocy psychicznej, szanuje swoje Dzieci, rozumie je i daje ciepło. Nie zmusza do niczego i jest z Nich dumna bez względu na wszystko.

Jestem silna i dumna z siebie. 

Dumna, że nie podążyłam za przykładem, który w dzieciństwie dawała mi matka …

Moje „grzeszki” …

Dzielę się tu z Wami swoją historią z dzieciństwa, podczas gdy Wy pewnie się zastanawiacie jaką byłam córką.

To Wam opowiem.

O kilku moich „grzechach” według mojej matki …

Ja niektóre nazywam błędami młodości, dla mnie to nic strasznego … natomiast według mojej matki, to sytuacje, jakbym conajmniej kogoś zabiła …

Zacznę może od tego, czego ja nie pamiętam, a znam z opowiadań matki.

Do dziś ma do mnie żal i twierdzi, że byłam złą córką,bo chodziłam do sąsiadki i mówiłam jej, że jestem głodna, że nie mam co jeść … Myślę, że to było w sytuacjach, kiedy serwowała mi coś, czego nie lubię, więc jak była okazja to tego nie zjadałam i siłą rzeczy byłam głodna. Być może było to też w tym okresie, kiedy zamykała przede mną lodówkę na kłódkę … Tak było. Często podjadałam z lodówki jak byłam głodna i to co lubię. Przeważnie śmietanę, nabiał, na które do dziś mam alergię, ale zjedzone w normalnych ilościach nie wywołują alergii. Tak więc jak kiedyś zorientowała się, że produktów w pojemnikach ubywa, to „dla mojego dobra” założyła łańcuch z kłódką na lodówkę. Lodówka była zamknięta parę ładnych miesięcy. Choć pamiętam, że zawsze podjadałam tak, aby się nie zorientowała –  zawsze coś w opakowaniu zostawało, więc nie były to jakieś kolosalne ilości, które mogłyby mi zaszkodzić.

Byłam też zła … bo uważała, że przeze mnie bił ją jej partner, z którym była po ojcu. A on ją bił jak wypiła, a piła często. Ma mi do dziś za złe, że jej nie broniłam. To były dziwne sytuacje. Ja się bałam i na początku zawsze prosiłam z płaczem, żeby jej nie bił, ale jak oboje kazali mi wychodzić z pokoju, to ja przestraszona wychodziłam. Tak mnie zresztą wychowała, że ja zawsze się jej słuchałam i tak było w takich sytuacjach. Miałam wtedy 7-8 lat. A ona pomimo, że wiedziała co będzie jak wypije, to i tak piła. I to było bardzo często.

Pamiętam taką sytuację …

Wracam ze szkoły do domu, mój pokój, który dzieliłam z kuchnią zamknięty, a tylko jej otwarty. Na stole kilka ciastek czekoladowych. Jestem głodna, więc zjadam ciastka. Siedzę i czekam na nią, bo nie miałam pojęcia gdzie jest. Wieczorem wraca jej partner z pracy. Ja czekałam ok 5-6 godzin. Pyta gdzie jest matka i co jadłam. Odpowiadam zgodnie z prawdą, że niewiem gdzie jest, bo jej nie było jak wróciłam, a jadłam ciastka. On natomiast wiedział doskonale gdzie jest i co robi. Poszliśmy do jej przyjaciółki, z którą zawsze piła i faktycznie tam była. Pijana tak, że ledwo stała na nogach. Ja ją prowadziłam do domu, a jej partner szedł przed nami. Zatrzymała się przy moście i skoczyła. Na szczęście to był tylko potok. On ją wyciągnął, wróciliśmy do domu i ten sam schemat, dostała. Pamiętam jak wtedy uciekłam do lasu, bo nie mogłam ogarnąć tych wydarzeń, byłam wystraszona i przerażona. Moja dziecięca psychika nie umiała tego ogarnąć i pojąć. Do chwili kiedy nasz kontakt się nie urwał, wyrzucała mi, że to przeze mnie, bo siedziałam w pokoju i czekałam na nią, bo powiedziałam, że ciastka jadłam … Tylko co ja miałam robić jako 7-8 letnie dziecko? Szukać jej? Jak nie miałam pojęcia gdzie jest? Skłamać, że mój pokój jest otwarty jak był zamknięty, kluczy mi nie zostawiła, a jej pokój był otwarty tylko przez przypadek, bo zapomniała zamknąć?

Przecież to ona poszła do koleżanki pić, nie martwiąc się o mnie, co będzie jak wrócę ze szkoły … że nie będę miała jak wejść do domu.

Przeprowadziłam się tutaj w najgorszym momencie dla mnie, dla mojego rozwoju … tak uważam. Bo moja matka wychodziła drugi raz za mąż, a ojczym mieszkał tutaj.

Siódmą klasę podstawówki skończyłam u siebie, do ósmej klasy uczęszczałam w nowej szkole, z zżytymi już ze sobą przez siedem lat kolegami i koleżankami.

To było jak wybuch bomby.

Nowe miejsce zamieszkania, nowa szkoła, nowi ludzie, którzy są ze sobą zżyci. To był najtrudniejszy moment w życiu dla mnie. Tyle „psychicznych” rzeczy do ogarnięcia plus nowy ojczym.

Nie zostałam zaakceptowana.

W ciuchach po matce byłam wyśmiewana.

Bez makijażu, gruba, szara, zwykła myszka.

Do dziś z podstawówki utrzymuję kontakt tylko z jedną koleżanką. Koleżanka, która była miła, sympatyczna i serdeczna. Reszta dziewczyn mnie nie lubiła. Bo byłam nowa. Weszłam na ich terytorium, do zgranej paczki.

Pamiętam jak zostałam dwa razy pobita przez jedną dziewczynę w szkole, bo jestem nowa, grzeczna, poukładana i „święta”.

Moja matka nie przyszła do szkoły. Jeszcze od niej dostałam, że musiałam coś zrobić, bo „koleżanka” bez powodu by mnie nie pobiła.

Zaczęłam palić i popijać. Kilka razy wróciłam pijana do domu. Robiłam to dla akceptacji ze strony rówieśników, żeby zdobyć sympatię i koleżanki.

Kiedyś zrobiłam imprezę w Sylwestra jak ojczym i matka byli w pracy. Były dwie koleżanki i dwóch kolegów. Wypiliśmy. Ogólnie było wszystko posprzątane i nic nie wyniesiono z domu, ale również mi to wypomina, że sobie pozwoliłam nie mając prawa.

Nie pytała czemu tak robię, czemu tak się zmieniłam, co się dzieje, tylko biła i dawała kary.

Nie rozmawiała, nie tłumaczyła.

Dwa razy uciekłam z domu.

Za pierwszym razem, bo miałam dość życia z nimi, dość bicia i upokarzania, zakazów i nakazów. Podobno mnie chodziła i szukała, a podczas tych poszukiwań, przy kawce u moich koleżanek opowiadała jaką złą córką jestem- tak się o mnie martwiła. Bojąc się lania, po powrocie do domu (znalazła mnie policja) wymyśliłam ciążę, że dlatego uciekłam. Oczywiście ciąży nie było, ale ona z ojczymem- nie mogąc mieć własnych dzieci-planowali, że to będzie ich dziecko i je wychowają.

Za drugim razem uciekłam, bo myślałam, że jestem mądrzejsza i już mnie nie znajdą, a powód był nadal ten sam- jak przy pierwszej ucieczce.

Niestety, znaleźli.

Nie kradłam.

Nie ćpałam. Niewiem do dziś co to narkotyki.

Nie robiłam awantur, nigdy na matkę nie podniosłam ręki.

W szkole średniej wagarowałam, to była końcówka moich „szaleństw”, odreagowywania tego wszystkiego.

Tych nagłych zmian w moim życiu i braku akceptacji ze strony rówieśników.

I braku matki.

Przeniosłam się do zawodówki, gdzie nauczyciele twierdzili, że powinnam chodzić ze swoją wiedzą do szkoły średniej.

Myślę, że to właśnie nauczyciele mnie wyprowadzili na prostą.

Ich ciepłe słowa, ich pochwały, ich życzliwość, rozmowa i bardzo dobry kontakt.

Ich wiara we mnie.

Skończyłam zawodówkę z bdb ocenami na świadectwie.

Podjęłam pracę natychmiastowo.

Poszłam do zaocznej szkoły średniej, skończyłam z takimi samymi wynikami jak zawodówkę, z dyplomem i zawodem.

Pamiętacie jak Wam cytowałam jej słowa, że pozwalała mi na wiele?

Miała na myśli palenie papierosów i fakt, że czasami zostawał na noc u mnie mój ówczesny chłopak, miałam wtedy ok 19-20 lat.

Wiem, bo zapytałam jej kiedyś, co rozumie przez pojęcie „pozwalałam Ci na wiele”, na co mi wspomniała o tych faktach …

No … to tyle … więcej grzechów nie pamiętam …

A tak serio.

Otworzyłam się przed Wami całkowicie.

Piszę o niej, napisałam i o sobie.

Kilka błędów popełniłam, ale jestem człowiekiem, każdy popełnia błędy.

Na szczęście ogaręłam swoje życie, a moje szaleństwa nie trwały długo, nie zrobiły nikomu krzywdy i nikogo też nie skrzywdziłam.

Sęk w tym, że ja mam o wiele rzeczy do niej żal, a ona do mnie o wszystko to, co Wam teraz opisałam. A niektóre wydarzenia nawet nie są z mojej winy …

Nigdy ze mną nie rozmawiała, nie tłumaczyła, nie przytulała …

A takie rzeczy jak palenie papierosów i nocowanie chłopaka uważa za „tak wiele” …

Tak wiele to ja potrzebowałam miłości, wsparcia, zrozumienia, rozmowy, przytulenia … potrzebowałam MATKI.

Żyj tak, jakby to był Twój ostatni dzień …

Często patrzę na Dzieci … jakbym miała Je widzieć ostatni raz …

Często słucham Dzieci … jakbym ostatni raz miała Je słyszeć …

Często przytulam Je mocno do siebie i delektuję się zapachem Ich ciała, Ich rączkami, które mocno obejmują moją szyję i mocno przytulają się do mnie … jakby jutro nie dane mi było tego poczuć …

Zawsze całuję przed wyjściem, mówię „pa Synuś, pa Córeczko, pa Syneczku … jakby to był ostatni raz …

Zawsze całuję na dobranoc i na dzień dobry. 

Mam zasadę, nie wychodzę z domu w gniewie, zawsze wychodzę, gdy panuje pokojowa armosfera. Nie ma fochów i dąsów. 

Robię setki zdjęć, nagrywam filmy, zapisuję daty z Ich osiągnięciami … jakbym jutro miała tego nie pamiętać. 

Co chwila wracam do Ich „osiągnięć”, „pierwszych razów”, żeby to wszystko „wyryć” w pamięci . 

Mówiąc: ” niedługo będę” nie jestem pewna w 100%, że  tak będzie …

Życie jest nieprzewidywalne. Człowiek takich rzeczy, sytuacji … nigdy nie jest pewny na 100% … 

Nagminnie Je przytulam, całuję.

Nagminnie, dzień w dzień, w każdej chwili mówię Im jak bardzo Je kocham, jak bardzo jestem z Nich dumna i że są całym moim życiem ❤❤❤

Ty pomyślisz, że jestem śmieszna, głupia …

Ja Ci napiszę, że jestem … „życiowa”.

Czasami myślę, że czuję za bardzo.

Szanuję i doceniam życie. 

Zdaję sobie sprawę, że niczego nie mogę być pewna na 100%, że za chwilę może się zdarzyć wypadek, w którym stracę wzrok, słuch, czucie, ręce, nogi … w najgorszym wypadku życie. 

Jeśli uważasz, że jestem śmieszna, głupia …

Obejrzyj proszę reportaże w TV. 

O takich wypadkach, o ludziach, którzy tego doświadczyli. Którzy z dnia na dzień coś lub kogoś stracili.

Jednego czego jestem pewna w życiu i co powtarzam moim Dzieciom codziennie, to to, że dopóki żyję- nie pozwolę Ich skrzywdzić i zawsze będę Ich bronić!!! 

Na resztę nie mam wpływu.

Nie mi o tym decydować. 

Więc żyję tak, jakby jutra miało dla mnie nie być.

Polecam i Tobie.

Ludzie zapamiętają Twoje wnętrze, Twoje serce, Twoją dobroć.

Nie pieniądze, nie wygląd i nie rzeczy materialne, które osiągnąłeś i które dałeś.

" Dopóki WALCZYSZ jesteś ZWYCIĘZCĄ "